Oryginalnie piosenka miała podkład muzyczny, ale według mnie brzmi dość dobrze a'capella. W oryginalnym zamierzeniu jest to piosenka religijna, ale ja po prostu lubię jej brzmienie. Nie musisz mówić nic - piano tutorial.
Polubienia: 4.9K,Komentarze: 111.Film użytkownika 🦋maaluszeek🦋 (@maluszek_k) na TikToku: „nic, nie musisz mówić nic 🖤🕊️”.původní zvuk - ️ ️Adel Monika Adel ️ ️.
[Em C C#m D#m D G B Am] Chords for Oprawa muzyczna ślubu - Agnieszka Sztabnik-Baran - Nic nie musisz mówic nic with song key, BPM, capo transposer, play along with guitar, piano, ukulele & mandolin.
Jedną z najczęściej wybieranych piosenek na ślub jest - „Nic, nie musisz mówić nic…” 🎶 a jaka ślubna piosenka jest dla Was ulubiona? Dajcie znać w komentarzu 😉 #muzyka #muzykanaślub #pianino #organy #wokal #skrzypce #oprawamuzyczna #oprawamuzycznaślubów #opolskie #dolnośląskie #polska
These are the chords that Łydka Grubasa plays on Nie jem nic: B min, A maj, F# maj, C# maj. What tempo should you practice Nie jem nic by Łydka Grubasa ? Just play Nie jem nic with this BPM: 176 .
„Nic nie musisz mówić” 珞 Miłej niedzieli! "Nic nie musisz mówić nic" | Coś nowego do odsłuchania ode mnie,mam nadzieję że również się spodoba! „Nic nie musisz mówić” 🤗🎀 Miłej niedzieli!🙏🌞 | By Oprawa wokalna uroczystości ślubnych Julia Sikorska
BD5xgy. Spróbuj powiedzieć to a2 G d2 Nim uwierzysz że nie warto mówić kocham Spróbuj uczynić gest Nim uwierzysz że nic nie warto robić Nic naprawdę, nic nie pomoże Jeśli Ty nie pomożesz dziś miłości Musisz odnaleźć nadzieję I nieważne że nazwą ciebie głupcem Musisz pozwolić by Sny sprawiły byś pamiętał, że Nic naprawdę nic... Moja i Twoja nadzieja a G F G Uczyni realnym krok w chmurach a G F G Moja i Twoja nadzieja Pozwoli uczynić dziś cuda Nic naprawdę nic nie pomoże a G F G Jeśli Ty nie pomożesz dziś miłości a G F G
Gdy tak się siedzi w ciszy 20 minut dwa razy dziennie, dzień po dniu, człowiek zaczyna dostrzegać w środku siebie, że coś w nim jest takiego, co delikatnie porusza serce. Jakby mówiło na swój własny, bezsłowny sposób, że jest się cząstką czegoś wielkiego. To coś, nie chcę tego nazywać, stara się przyciągać swoją uwagę. Robi to w sposób bardzo subtelny i delikatny. Nazwałbym to formą zaproszenia do trwania w relacji. Jak to mawia czasem ojciec Wojtek- relacji z Bogiem. Nie chcę używać tutaj słowa BÓG, gdyż mam świadomość, że ogromna większość katolików ma wyobrażenia Boga, jako kogoś, lub coś co jest poza nami, ludźmi. Dla mnie, po takich codziennych doświadczeniach subtelnej wibracji, jaką odczuwam w sercu, wierzenia większości staja się bez znaczenia. Jakbym zrozumiał, że zrozumienie rodzi się w sercu poprzez doświadczanie jej, a nie poprzez przekonywanie się do niej. Gdzie nagle nawiedza cię przebłysk- aha, to o to chodzi. Wtedy ty wiesz i nie musisz już więcej szukać odpowiedzi, bo cały ty stajesz się tą częścią prawdy, jaka stała się twoim doświadczeniem. I jest to bardziej forma łaski danej człowiekowi, gdzie obdarowany rozumie, że nie poprzez analizowanie, lub wymyślanie, lecz dzięki otwartości i pozwoleniu sobie na łaskę zrozumienia został nią obdarowany. Można to porównać do codziennego lectio divina, gdzie człowiek dzień po dniu zgłębia i rozgryza w sobie słowa Jezusa z wielkim głodem odnalezienia prawdziwego znaczenia jego słów. „15 1 Ja jestem prawdziwym krzewem winnym1, a Ojciec mój jest tym, który [go] uprawia. 2 Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. 3 Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. 4 Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - jeśli nie trwa w winnym krzewie - tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. 5 Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. 6 Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. 7 Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. 8 Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami. 9 Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! 10 Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. 11 To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. „ Jeśli dzień po dniu siada się przed tymi zdaniami w celu odnalezienia, o co tak naprawdę chodzi, to wcześniej czy później wszystko w codziennym życiu układa się tak, aby to pojąć całym sobą. Nie zrozumieć, lecz doświadczyć zrozumienia. Problem z wcześniejszym zrozumieniem słów Jezusa u mnie był taki, ze chciałem to zrozumieć na poziomie rozumu. Tak to u mnie nie zadziałało. Zmiana zrozumienia nastąpiła dopiero, gdy rozpoczęła się u mnie wspinaczka na drodze Modlitwy Głębi. To pozwalanie sobie na ignorowanie wszelkiej racjonalizacji i puszczenie wysiłku zrozumienia, pozwoliło mi bardziej odczuć, co kryje się w powyższym cytacie z Biblii. Intymna relacja i jeszcze raz relacja nago przed Bogiem w codziennej ciszy i obecności jest kluczem do uchwycenia tego przesłania. Atrakcyjność tego cytatu jest na tyle fajna, że mam wielka motywację, aby nadal podążać droga Modlitwy Głębi. Nie ukrywam, że interesuje mnie ta „pełna radość” Może zabrzmi to egoistycznie- pragnę jej całym sercem. Pragnę rozradować się swoim jestestwem. Rozwinąć skrzydła i dać się ponieść życiu tam, gdzie chce mnie zaprowadzić. I nie interesują mnie ci, co głoszą, że chodzi tu o całkiem coś innego. Trwania w relacji intymnej nie da się zrozumieć, opisać, narzucić. Trzeba po prostu w niej być. Ale, aby być trzeba ją budować dzień po dniu. A szczególnie wtedy, gdy jest ciężko. To, co zgniłe odpada. A to, co ma wartość zostaje objawione. Tak to jest u mnie. Wiele już odpadło. Sporo się objawiło. To taka dla mnie nagroda za wytrwałość siadania codziennie i budowania relacji z ciszą w sobie. Owo odpadanie, o którym mowa, autentycznie się dzieje. Widzę to po własnym życiu. Przestały mnie interesować głupoty, jakimi się zajmowałem latami typu: polityka, rozmowy o byle czym, okłamywanie i udawanie kogoś innego. Wiele lęków zniknęło, a zamiast nich pojawił się spokój i ufność. No i to, co wartościowe jakby bardziej świeci. Jest jeszcze jedna forma odpadania. Wydaje mi się, że równie ważna. Odpada przeszłość, a raczej przywiązanie się do niej. W trakcie „siedzenia” mnóstwo sytuacji i uczuć z przeszłości wychodzi ze mnie. A potem mam poczucie jakby odpadły i nie maja już wpływu na to, co jest teraz. To, co ważne- rozpoznaje również przekonania w sobie, które rządziły moim zachowaniem i decyzjami w przeszłości. Co z kolei zrodziło we mnie przeświadczenie, że nie żyłem własnym życiem, lecz programami na życie, które mi sprzedano w dzieciństwie. Czyżbym powoli zakochiwał się w życiu? I ciśnie mi sie na usta Rysiu Rynkowski ze swoim specyficznym głosem: "Szczęśliwej drogi już czas mapę życia w sercu masz, jesteś jak młody ptak. Głuchy jest los, nadaremnie wzywasz go, bo twój głos... "
Coś dla zabieganych, zapracowanych, zagubionych. Nic, nie musisz mówić nic - Amicus sorella25luna « ‹ 1 › »
Chyba każdy z mojego pokolenia lat 70 i 80 pamięta kultową piosenkę Lombardu „Przeżyj to sam”. Prosty tekst, a tak wymowny. Dotyka serca. Szczególnie tym, co życie przeminęło bez wyrazu. I te tysiące zapalniczek wypluwających maleńki płomyk na znak solidarności z żalem po utraconych chwilach życia, które można było zobaczyć na koncertach Lombardu. Tak wielu z nas przeżywa życie bez uczuć. Skąd się to bierze? W czerwcu tego roku na rekolekcjach zamkniętych Modlitwy Głębi był czas pośpiewać trochę przy ognisku. Znajoma pieśń lombardu wybrzmiała akordy i pozwoliliśmy się ponieść słowom. A potem refren- „Przeżyj to sam, przeżyj to sam. Nie zamieniaj serca w twardy głaz, puki jeszcze serce masz.” Pieśń niosła nasze emocje daleko. Zabierał je wiatr i gnał hen przed siebie, Bóg jeden wie ile domów było z nami wtedy. A potem pojawiło się we mnie uczucie żalu. Żalu za utraconym czasem młodości, gdzie zamiast dać się ponieść życiu, stałem z boku zadowalając się jakimiś tam ochłapami. Tyle chwil i okazji zmarnowałem Do tej pory nie wiem dlaczego. A może tak mnie wychowano, trzymać się z boku, bo tak lepiej. I tak ten żal pozostał. Nie chciało mi się już udawać, że go nie ma. Jako adept modlitwy ciszy już wiem, że warto pozwolić sobie doświadczać uczuć, jakiekolwiek by nie były. Więc chodziłem z tym żalem, przyglądając się dokąd mnie zaprowadzi. Od tego czasu minęło 2 miesiące. Dwa miesiące chodzenia z żalem za utraconymi chwilami z młodości niezłe dawało mi w kość. No, bo co mi po żalu. Czasu nie zawrócę. A jednak warto było. Pod tym żalem odnalazłem swoja wrażliwość na doświadczanie życia. Jakby coś się we mnie otworzyło i pozwoliło mi doświadczyć tą część siebie, której zawsze się wstydziłem. To coś, to małe wrażliwe dziecko we mnie- zawstydzone i przerażone światem. Teraz już jest moje i nikomu nie pozwolę go zastraszyć, ani też nie zawstydzę go, choćby nie wiem co się działo. Długo na to czekałem. Może zbyt długo. Jednak warto było. Obecnie poziom doświadczania rzeczywistości jest o wiele intensywniejszy. Jakbym nagle zrozumiał, że życie nie jest z boku mnie. Życie jest we mnie i przejawia się przeze mnie. Ja jestem życiem. I niebo staje się wtedy błękitniejsze, a drzewa zieleńsze. Ludzie jacyś radośniejsi, a wydarzenia stają się jedyne w swoim rodzaju. Za każdym razem inny klimat w nich panuje. I coraz częściej przytrafia mi się patrzenia na rzeczywistość bez nazywania jej umysłem. Jest to raczej forma doświadczania patrzenia, gdzie wszystko widzi się jakby trójwymiarowo. Trudno jest się nie zafascynować życiem mając takie doświadczenia. Trudno jest stać z boku skoro wiesz, że ty należysz do życia. A jak w nie wchodzisz, to wiesz, że życie cię chce, a wtedy pogłębia się w tobie doświadczenie, że życie cię kocha, że Bóg cię kocha. I wszystko staje się proste. Niczego nie trzeba rozumieć. Muszę przyznać rację pewnemu duszpasterzowi egzorcyście z Wadowic, który nazwał Boga obecnością, a w tej obecności jest miłość i miłość jest Bogiem. To było w lutym tego roku. Wziąłem sobie mocno te słowa do siebie i od tego czasu ciągle wracałem do trwania w obecności. Za każdy razem, gdy przyłapałem się, że wpadam w myślenie, wracałem do obecności doświadczania. Na początku jest to trudne. Z czasem, jeśli wytrwale się wraca do trwania w byciu obecnym staje się to naturalne. To prawda. Pallotyn miał rację. Pod całą ta pokrywą racjonalizowania, myślenia, zastanawiania się, kombinowania mieszka namiastka Boga i naprawdę można go spotkać, intuicyjnie czując, że to właśnie jest TO. Ostatnio rozmawiałem z jedną ze znajomych, również praktykującą modlitwę ciszy pod opieką Franciszkana. I mówi mi, że na ich rekolekcje ciszy przyjeżdżają animatorzy z różnych formacji katolickich. A po nich wychodzą odmienienie, jakby zrozumieli, że nie o to chodzi w wierze, aby w nią wierzyć, lecz aby wiarą żyć i jej doświadczać na co dzień. Nie próbować wierzyć. Po prostu w niej być. Zanurzyć się w niej i pływać, jak w wodzie życia. Czyż nie jest to budujące.
Już nie mów nic, już nie mów nic Nie trzeba szeptu ani światła Tu pozwól być, po prostu być Niech cisza ściele się jak atłas Niech palce rąk wygładzą mrok Co pnie się wokół ciał samotnych Niech nocy kwiat, pachnący wiatr Przywróci czucie zmysłom głodnym Tam jest samotna nasza wyspa Tak czysta potajemna przystań By odkryć ją nie trzeba mówić nic Już nie mów nic, już nie mów nic Nie pytaj dokąd ani po co Tu pozwól być, po prostu być Nie szukaj prawdy poza nocą W mroku jest dość bezpiecznych miejsc Z dala od gestów, min i przebrań W mroku, na samym nocy dnie Złota i srebra nie ma w naszych ciał katedrach Bo noc jest dobra i przejrzysta Jak kryształ, mroku głębia szklista Do rana nie zmącona perłą mgły Tam jest samotna nasza wyspa Tak czysta potajemna przystań By odkryć ją nie trzeba mówić nic Nic A. Ozga R. Obcowski
nic nie musisz mówić nic akordy